Portala Stetinum.pl napisał:
Człowiek numer 38081

Choć wydawać by się mogło, że o Holokauście już wszystko powiedziano, nadal istnieją osoby i organizacje, negujące jego istnienie. Obchody 65. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau stały się powodem do dyskusji na temat historycznej świadomości Polaków.


Wczorajsze spotkanie zatytułowane „Arbeit macht frei - złodzieje wiary i nadziei” miało szczególny charakter. Z jednej strony niezwykle lokalny, z drugiej zaś uniwersalny. Stało się tak między innymi za sprawą projekcji fragmentu filmu „38081”, którego głównym bohaterem jest mieszkający w Dębnie Antoni Dobrowolski, ojciec biorącego udział w debacie Andrzeja Dobrowolskiego. 38081 to numer, jakim naznaczono Dobrowolskiego w chwili, gdy przekroczył mury KL Auschwitz-Birkenau. Prezentowane podczas debaty fragmenty stanowią część osiemdziesięciominutowego filmu, który jest rejestracją wywiadu-rzeki z byłym więźniem Auschwitz. Pomysłodawczynią obrazu jest Magdalena Dobrowolska, wnuczka głównego bohatera, która od 2002 roku mieszka w Niemczech. Do stworzenia filmu zainspirowało ją milczenie na temat Holokaustu, z jakim spotkała się wielokrotnie podczas swego pobytu za zachodnią granicą. Współtwórcą projektu „38081” jest niemiecki dokumentalista Lutz Günter. Czterogodzinny zapis, jaki udało mu się z Dobrowolską stworzyć, jest pod wieloma względami fenomenem. Po pierwsze, premiera filmu odbyła się we wrześniu 2008 w Ufa Fabrik w Niemczech, która w czasie II wojny była wytwórnią nazistowskich filmów propagandowych. Po drugie - jak wynika z relacji syna - była pierwszą, pełną relacją Dobrowolskiego z czasów pobytu w KL Auschwitz-Birkenau. –Do połowy lat dziewięćdziesiątych ojciec nie opowiadał o przeżyciach obozowych. To był temat tabu. O tym się w domu nie mówiło - relacjonuje Andrzej Dobrowolski. Historia powstania dokumentu to z jednej strony opowieść o śmierci, głodzie i traumie, ale też o umiejętności wybaczania i ludzkiej determinacji, z drugiej zaś dowód na to, że Zagłada wciąż jest tematem tabu.
Mimo upływu lat o Holokauście wciąż bardzo trudno opowiadać, bo nadal niewiele o nim wiadomo. – Pytanie o to, jak doszło do Holokaustu jest pytaniem nietrafionym. Lepiej zapytać, czy my dziś w ogóle rozumiemy, do czego doszło. Po kilkudziesięciu latach okazuje się nadal, że wiemy bardzo niewiele – stwierdził Robert Ryss, psycholog, dziennikarz i redaktor naczelny „Gazety Chojeńskiej”. Słowa Ryssa potwierdza Antoni Dobrowolski, który w „38081” mówi, że dzisiejszy obóz ani nie robi wrażenia na jego byłych więźniach, dla których jest komfortowo urządzonym muzeum, ani nie daje wyobrażenia tym, którzy nie poznali go w trakcie II wojny. Również relacje ludzi, którzy przeżyli obóz często różnią się od siebie, bo każdy inaczej zapisał to doświadczenie w swojej pamięci. – Poznałam osobiście historię pani Anny. Historia z perspektywy dziecka to koszmar. Matka pani Anny zginęła podczas ostatniego marszu śmierci. Każda historia jest inna, jest wyjątkowa, jak u Hanny Krall - powiedziała Agnieszka Kuchcińska- Kurcz, dziennikarka zajmująca się historią najnowszą, pomysłodawczyni multimedialnego „Muzeum Przełomów”.
Pamięć i wiedzę o Holokauście trudno krzewić również dlatego, że ludzie obawiają się rozmowy o wydarzeniach lat 1939-45, a swoje sądy opierają na stereotypach i lękach. – Mamy w sobie pewien rodzaj filtra, który chroni nas przed takimi strasznymi informacjami – uważa Agnieszka Kuchcińska-Kurcz, która przyznaje się, że sama długo dochodziła do momentu, w którym była w stanie, jako dziennikarz i jako człowiek, zmierzyć się z tematem Zagłady. – Nawet, jeśli znajdziemy byłych więźniów, którzy będą gotowi nam opowiadać, napotykamy kolejny problem: czy my chcemy wiedzieć? - pyta.
Podczas debaty szczególną uwagę zwrócono na problem właściwego uświadamiania młodych Polaków. Beata Woźniak - współautorka książki „Ślady”, poświęconej mieszkańcom Pomorza Zachodniego - przywołała historię zdjęcia, które obiegło jakiś czas temu Internet. Przedstawiona na nim dziewczynka pozuje, siedząc wewnątrz krematoryjnego pieca w Majdanku, a jej buzię rozjaśnia promienny uśmiech. Komentarz pod zdjęciem chwalił „śliczną focię”. Zdaniem Woźniak, takie sytuacje są wynikiem braku odpowiedniej edukacji, a także pewnych zmian w kulturze, które powodują, że ludzie tracą wrażliwość. – Doszło do stępienia wrażliwości. Wszystko można zdobyć w Internecie. Nic nie przeraża –  mówi Woźniak. –Brak wiedzy sprawia, że i oceny zjawisk są wykrzywione –  dodaje.
W kontekście dzisiejszej debaty w Książnicy Pomorskiej, warto zwrócić uwagę na to, że w okolicach Szczecina również funkcjonowało przynajmniej kilka obozów, które wchodziły w skład machiny III Rzeszy, jak choćby fabryka benzyny w Policach czy obóz pracy w Wielgowie.
Magdalena Pietrzak
Debata „Arbeit macht frei- złodzieje wiary i nadziei” poświęcone było  65. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau. Pomysłodawcą spotkania było szczecińskie Stowarzyszenie Czas Przestrzeń Tożsamość, znane z cyklu „Czas na debatę!”.