Trup w szafie, czyli filozofując o stosunkach polsko-ukraińskich

Odpowiedź Romanowi Biłasowi, zastępcy dyrektora Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie, członkowi Rady Głównej Związku Ukraińców w Szczecinie na artykuł w gazecie „Miasto” z dnia 10.02.2010 r., zatytułowany „Więcej pragmatyki niż idei”


Kiedy przeczytałem wywiad z Panem Romanem Biłasem – zastępcą dyrektora Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie, członkiem Rady Głównej Związku Ukraińców w Szczecinie, pomyślałem, że w dobie dialogu polsko-ukraińskiego, podkreślanej na każdym kroku przyjaźni, takie wypowiedzi nie powinny mieć już miejsca. Może właśnie one są wyrazem powierzchowności i fałszu, wyrazem tego, że nasze stosunki zostały zbudowane na glinianych fundamentach, usadowionych na niezrozumianych i nieprzedyskutowanych przez obie strony zawiłych faktach z historii.

Porównanie AK do UPA przez Roman Biłasa, polskiego pracownika samorządu terytorialnego poruszającego się w tej materii niczym słoń w składzie porcelany  z całą stanowczością przypominają o tym - mamy trupa w szafie.

Większość Polaków nie ma dobrego zdania o UPA i Stepanie Banderze, wystarczy prześledzić komentarze internetowe po geście odchodzącego prezydenta Ukrainy, który tę postać ostatnio uhonorował, ale i posłuchać opowieści domowych o okrucieństwach i zbrodniach zadanych polskim sąsiadom, przyjaciołom nic nie mającym wspólnego z „polskimi panami”. Dla naszych przyjaciół, w tym dla Pana Biłasa, jest to często fakt nieprzyswajalny. Nasze ludzkie odczucia to odczucia krzywdy. Kiedy wielu znajomych jeździło na Ukrainę w ramach finansowanych przez MSZ programów pomocowych, nasi ukraińscy przyjaciele z lokalnych i regionalnych samorządów na zachodniej Ukrainie bez skrępowania pokazywali albumy i chwalili się wydarzeniami upamiętniającymi UPA. Widać było, że lekcja wzajemnych stosunków pozostaje nieodrobiona. Lekcja, którą latami odrabialiśmy z Niemcami, po to, by dziś wspólnie pracować, znając swoją przeszłość i szanując wrażliwość obu stron na przeszłość.

Kiedy trwała Pomarańczowa Rewolucja, popierałem ją z całego serca, nosiłem jak wielu pomarańczową kokardę w klapie marynarki, wywiesiłem flagę na antenie samochodowej. Mówiłem, że bez Ukrainy nie ma prawdziwej Unii Europejskiej. Wtedy tak naprawdę nasze elity przymykały oko na ten ukraiński nacjonalizm. Ostatnie wydarzenie związane z szybkim uhonorowaniem Stepana Bandery sprawiły wielką przykrość nie tylko młodemu pokoleniu. W takich momentach zastanawiam się: a może inwestując dziesiątki milionów złotych na Ukrainie jako rząd polski popełniliśmy błąd finansując jedynie projekty prorozwojowe, a nie z zakresu badań i edukacji w obszarze wzajemnych stosunków? Może powinniśmy wziąć wzór ze stosunków polsko-niemieckich, wtedy może Pan Biłas przynajmniej w Polsce nie przywoływałby porównań UPA do AK.

W świecie współczesnym łatwiej odnaleźć bohaterów swojej ojczyzny tworzących „normalną” teraźniejszość niż wyciągać trupy z szafy. Czy przyznanie miana „bohaterów Ukrainy” przez prezydenta Juszczenkę takim postaciom jak Roman Szuchewycz czy Stepan Andrijowycz Bandera – to nie jest świadoma prowokacja? A może potwierdzenie, że nie jestem człowiekiem dialogu i poszukuję autorytetów wśród zbrodniarzy. Czy owi bohaterowie Ukrainy nie są odpowiedzialni za zagładę ogromnej ilości ludzi na Wołyniu, masowe mordy? Czym np. zawinił twórca porozumienia polsko-ukraińskiego - Tadeusz Hołówko, który został zabity w 1931 r. z inicjatywy „bohatera Ukrainy” Romana Szuchewycza?
Dlatego też proponuję, aby stworzono większą listę nadając tytuł „bohaterów Ukrainy” – dla morderców T. Hołówki. Ale to już wewnętrzne sprawy Ukrainy i nie mi to oceniać.

Pan Roman Biłas mówi w wywiadzie: „Myślę, że mniejszość ukraińska w Polsce i tu na terenach Pomorza oczekiwała tego, że Stepan Bandera zostanie bohaterem Ukrainy. Ukraińcy chcą mieć i być dumni ze swoich bohaterów. Zadaję Panu pytanie: z czego tutaj być dumnym? Z morderstw na kobietach, dzieciach i starcach? Czy takich bohaterów rodzi Ukraina?
 
A ja myślę, co obecnie noszą w sercu ci, dla których banderowcy to zwykli bandyci i którzy obecnie są sąsiadami i przyjaciółmi Ukraińców mieszkających w Polsce, i od razu na myśl przychodzi mi w zakresie Pana wypowiedzi książka i stwierdzenie księdza Tischnera – Nieszczęsny dar wolności.

Sprawy UPA i Bandery to również trudne sprawy dla samych Ukraińców, i to chyba nie tylko dla mniejszości rosyjskiej. Co dziwne, sam przedstawiciel mniejszości wypowiada się w sposób tak niezrozumiale nietolerancyjny na temat innej mniejszości.

Szanowny Panie, szefując instytucji kultury, jaką jest Zamek Książąt Pomorskich nade wszystko powinien Pan znać ludzką wrażliwość - nie tylko na piękno - a słowa takie jak tolerancja, szacunek i odpowiedzialność za słowo nie powinny być Panu obce. Chyba nikt tak dobrze jak artyści nie odwzorowywał wspomnień przeszłości i przeżyć z nią związanych, wystarczy tu wspomnieć choćby Józefa Szajnę. Dla wielu z nas ten dramat działań UPA dalej jest przeżywany wewnątrz i w rodzinnych wspomnieniach, podobnie jak dramat przesiedleń w ramach „Akcji Wisła”
Faktycznie w naszych stosunkach potrzeba więcej pragmatyzmu, chyba tylko należy wcześniej poznać znaczenie tego słowa, nim zacznie się na nie powoływać.
 
Postawa Pana Biłasa wskazuje tylko na jedno: czas wyciągnąć trupa z szafy stosunków polsko-ukraińskich, czas z nowym prezydentem Ukrainy przejść ów czyściec zrozumienia dla wydarzeń przed II wojną światową, w trakcie przejścia frontów i budowania nowej rzeczywistości tuż po wojnie, bowiem wtedy będziemy mogli tworzyć prawdziwe partnerstwo polsko-ukraińskie. Trzeba wspólnie przejść przez słowa ks. Tadeusza Isakowicza-Zalewskiego i sławiących UPA organizacji z zachodniej Ukrainy. W partnerstwie jest potrzebna odwaga, więc ją wykażmy. Co najważniejsze w dialog ten muszą być również włączeniu Ukraińcy mieszkający w Polsce.

Andrzej Łazowski
Prezes
Stowarzyszenie Czas Przestrzeń Tożsamość