Naso Łazowski - dawniej szczecinianin

 
Naso Łazowski z pochodzenia Macedończyk z Polską związany emocjonalnie albowiem tutaj dorastał i kształtował się artystycznie. Rzucony na polskie ziemie jako 12-letni chłopiec po dramatycznych doświadczeniach wojny domowej w Grecji. Wychowanek szczecińskiego Domu Dziecka. Absolwent Wydziału Architektury na Politechnice Krakowskiej; laureat i współautor II nagrody Ogólnopolskiego Konkursu SARP oraz wyróżniony w konkursie na projekt hali sportowo widowiskowej w Gdańsku-Oliwie (1962). Pracował mi. w Pracowni Urbanistycznej Powiatowej Rady Narodowej w Katowicach w zespole prof. Skoczka oraz w Pracowni Projektów Budownictwa Ogólnego. Później otworzył własne studio projektowe.
 
Naso Łazowski jest twórcą wszechstronnym i uniwersalistycznym: architektem, nauczycielem, grafikiem, rzeźbiarzem, nowatorem. Jego twórczość i prace długo pozostawały nieznane. Naso Łazowski to artysta poszukujący i eksperymentalista. Tworzy projekty architektoniczne, formy rzeźbiarskie z metalu i tektury, plansze graficzne i różnorodne figury przestrzenne oraz poszukuje nowych rozwiązań we wzornictwie. Szuka dla swych wypowiedzi form najprostszych, czerpiąc mi. z abstrakcji geometrycznej, odwołuje się do teorii kinetycznej, pramaterii. Tymi środkami komunikuje swoje emocje, napięcie, ruch, zmiany.
 
Naso Łazowski: artysta wizjoner
Łukasz Kałębasiak 29-06-2006
 

GAZETA WYBORCZA
 
Naso-sztuka to nie zabawa
 
Na 14. piętrze bloku na katowickim os. Tysiąclecia tworzy niezwykły artysta. Naso Łazowski, 70-letni debiutant, Macedończyk z Grecji, który wybrał Polskę, i architekt, który wybrał sztukę.
 
Do jego królestwa na szczycie budynku nie dociera winda. Trzeba dojechać na 13. piętro i potem wspiąć się schodami poziom wyżej. Dopiero tam, na dachu, znajdziecie pracownię Łazowskiego. - Moja forteca i moje schronienie. Tylko tutaj mam absolutny komfort pracy - zwierza się. Jowialny i serdeczny (jeśli ocenić go w myśl jego własnej zasady, że "pierwsze wrażenie jest najważniejsze"), ledwie usiedliśmy na krzesłach, od razu zaczyna opowiadać o swojej sztuce. Ale nic w tym dziwnego - jesteśmy otoczeni przez jego prace: nie do końca rzeźby, ale i nie obiekty. Trochę grafiki i równocześnie projekty architektoniczne. Łazowski nie kopiuje starych wzorów - on tworzy nowe. Po prostu Naso-Wizje, jak zatytułował swoją zimową wystawę w galerii Szyb Wilson w Katowicach. I mimo, że ich twórca ma już 70 lat, był to jego debiut i benefis zarazem.
 
Że późno? - Niektórzy spalają się od początku i nie mają nic do powiedzenia - odpowiada Łazowski. On wolał dojrzeć, poczekać na dobry moment, żeby poświęcić się wyłącznie sztuce. Wcześniej trzeba było zarabiać na chleb. Dlatego młody Naso tuż po liceum plastycznym wybrał architekturę na krakowskiej politechnice. Wprawdzie równocześnie złożył też dokumenty do Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu i w Gdańsku, ale rozsądek zwyciężył. - Naczytałem się dość historii artystów, którzy przymierali głodem na zimnych strychach - śmieje się.
 
Został więc architektem i przyjechał na Śląsk. Siedem lat spędził w pracowni słynnych katowickich architektów Henryka Buszko i Aleksandra Franty. Zaprojektowane przez nich ustrońskie "piramidy" to w pewnym stopniu także jego dzieło, które dopieszczał już od strony technicznej. Jednak nawet kreśląc poważne plany czy przygotowując projekty na konkursy, na boku szkicował swoje fantastyczne wizje. Na pytanie o źródła tych artystycznych ciągot odpowiada kwestią z "Cholonka" Janoscha: - Z niczego nie ma nic. I dodaje: - Wszystko jest w środku człowieka, nosimy w sobie te predyspozycje.
 
Dziesięć lat temu mógł wreszcie wyzwolić swoje wizje. Rodzina przeniosła się do Tarnowskich Gór, mieszkanie na Tysiącleciu stało się w całości jego atelier. - Stąd, jak z wieży, mogę spojrzeć na nocne miasto - mówi. Bo Łazowski potrzebuje nocy i samotności, żeby jego pomysły przybrały metalową, papierową lub drewnianą formę. Nic nie jest tu proste. Rzeźba z jednego kawałka blachy wygląda tak, jakby Łazowskiemu udało się wymyślić nową wstęgę Moebiusa - bez początku i końca. Inne prace wiją się wokół własnej osi, bo artysta w ruchu wirowym dopatruje się prapoczątków życia.
 
Nie we wszystkich jego rzeźbach są jednak życie i witalność. Wręcz przeciwnie - wiele z nich to symbole śmierci i bólu. To doświadczenia, które szczególnie w młodości były udziałem Łazowskiego - greckiego Macedończyka. Do Polski przyjechał w 1948 roku, gdy miał 12 lat. Przybył sam, bez rodziców, razem z falą uciekinierów z owładniętej wojną domową Grecji. Do dziś nie chce wspominać, co wtedy przeżył. - Nie trzeba pisać - mówi. Ale te wspomnienia same wychodzą na wierzch, gdy opowiada o swoich pracach. Choćby o rzeźbach, które nazwał ironicznie "Trofeami zwycięzców", ponieważ przypominają nawleczone na włócznię rzędy ludzkich głów. - Widziałem takie sceny. Zabijali nie partyzantów, ale biednych ludzi i w ten sposób się tym chwalili, faszyści! - Łazowski daje się ponieść wspomnieniom i związanym z nimi emocjom.
 
Dlatego łatwiej mu się opowiada o tych rzeźbach, dla których znajduje dalsze, już pozaartystyczne zastosowania. Łazowski każdy swój pomysł ocenia bowiem dwa razy. - Najpierw oglądam go jako plastyk. Potem, bardziej trzeźwo, jako architekt - zdradza. I to właśnie Łazowski architekt zastanawia się, co jeszcze mogłoby powstać z konkretnej rzeźby. - Na przykład ta praca - artysta bierze z półki projekt w kształcie muszli wypełnionej wygiętymi harmonijkowo wstęgami. - Po odwróceniu mógłby to być blat stolika - demonstruje swój pomysł. A to jeszcze nie wszystko! Na takich formach, przekonuje, można by oprzeć wszelkie konstrukcje narażone na wysokie ciśnienie, choćby okręty podwodne. Choć niewiele zrozumiałem z jego wywodów o cylindrach, kręgach i elementach stężających, dałem się przekonać, że jest to możliwe. Bo Naso-Wizje mają być nie tylko piękne. Powinny być też użyteczne. Jak mówi sam Łazowski: - Sztuka to nie zabawa dla samej zabawy.

Rok 2006  Galeria "Szyb Wilson" otwiera wystawą "Naso- wizje"  architekta, artysty i wizjonera Naso Łazowskiego. Z pochodzenia Macedończyk z Polską związany emocjonalnie albowiem tutaj dorastał i kształtował się artystycznie. Rzucony na polskie ziemie jako 12-letni chłopiec po dramatycznych doświadczeniach wojny domowej w Grecji. Wychowanek szczecińskiego Domu Dziecka. Absolwent Wydziału Architektury  na Politechnice Krakowskiej; laureat II nagrody Ogólnopolskiego Konkursu SARP oraz wyróżniony w konkursie na projekt hali w Bukowinie Tatrzańskiej.
 
Jego kariera rozpoczęła się od asystentury na macierzystej uczelni w zespole prof. Skoczka oraz etatu w  Pracowni Urbanistycznej Powiatowej Rady Narodowej w Katowicach. Po przejściu do zespołu Pracowni Projektów
Budownictwa Ogólnego i 7 latach pracy w  tym kierunku  stopniowo przekierunkował się na projekty architektoniczne o mniejszej skali i założeniach wieloprzestrzennych. Spełniły się także jego marzenia o pracy z młodzieżą, bowiem rozpoczął pracę w katowickiej Pracowni Szkół Plastycznych. W latach osiemdziesiątych powstały dwie prace konkursowe na projekt pomnika w Gdyni poświęconego "Ofiarom Grudnia". Rozstrzygnięcie konkursu zostało odwołane w związku ze stanem wojennym, do tej pory projekty nie zostały odnalezione. Otwarte przez niego w latach dziewiędziesiatych studio projektowe zawiesiło niestety swoją działalność dwa lata temu. Miejscem twórczości Łazowskiego stała się  w ten sposób jego pracownia na 14-tym piętrze jednego z katowickich wieżowców. To tu może tworzyć i wracać do swoich wspomnień, wyrażać siebie tworząc dla idei, to mój osobisty narkotyk (...) - mówi Łazowski. Ta właśnie artystycznie intymna strona jego twórczości długo pozostawała nieznana. Przypadkowo odkryta spowodowała uzupełnienie dotychczasowego wizerunku artysty. Łazowski znany jest nie tylko jak architekt i nauczyciel ale i jako grafik i rzeźbiarz. Jest artystą poszukującym, wizjonerem  i eksperymentalistą. Obecnie tworzy plansze graficzne, projekty architektoniczne, formy rzeźbiarskie z metalu i tektury, poszukuje we wzornictwie. Artysta konsekwentnie drąży pewne wątki tematyczne i doskonali swój artystyczny warsztat. Własne prace ocenia jako nowatorskie, mówi (...) nie chcę niczego powielać (...) tworzenie to dla mnie przygoda, to wydarzenie, (...) kombinacja z formą, która za każdym razem ma nietypowe rozwiązanie przestrzenne. Swoje poszukiwania traktuje systemowo,  łącząc założenia architektoniczne z technikami plastycznymi. W twórczości Łazowskiego bardzo często pojawia się tak bardzo mu bliski temat cierpienia i bólu. Widać to m.in. w 3 rzeźbiarskich formach metalowych  o ruchomych częściach zatytułowany "Trójka  Boleściwa". Inne dzieła: "Exodus" , "Hiobe" czy cykl "Maski" wykonane są  natomiast z  tektury lub metalu. Dzieła te kryją w sobie dramat dziecięcych wspomnień, bezsilność i bezbronność dziecka na którego oczach dokonywano zbrodni i mordów. Łazowski pokazuje często blaski i cienie ludzkiej duszy. Śmierć osób mu najbliższych to szczególna nieodwołalna strata, która staje się motywem do wyrażania protestu przeciwko wszelkim zbrodniom wojennym .Przywołuje emocje nie tyle indywidualne, które gdzieś w pamięci zapisały owe desygnaty rzeczywistości lecz uniwersalne. Na tym polega moc dokonań artysty.
 
Naso Łazowski szuka dla swych wypowiedzi form najprostszych czerpiąc m.in. z abstrakcji geometrycznej i odwołując się m.in. do teorii kinetycznej, pramaterii. Tymi środkami komunikuje swoje emocje, napięcie, ruch, zmiany. Cykl "Kół Drewnianych" owiniętych ( w ramach geometrycznej i optycznej dyscypliny) kolorowym bandażem, stanowią jedną z reguł działań Łazowskiego. Odzywa się tu pewien element zabawy swobody z formą, nieustanną gotowość ruchu. Intensywne kolory czerwieni, żółci, zieleni wyrażają siłę życia, witalność duchową, równowagę. W swoich dążeniach artysta prezentuje ciekawe projekty architektoniczne. Jednym z nich są  dwie wieże wykonane z metalu, które mogą stworzyć kilka wariantów tej samej formy poprzez jej obroty. Artysta nazwał je "Pieszczochami Chmur". W swoim pomyśle ukazał metodę formowania płynności pionu, w której zachowane są warunki statyki. Łazowski swoje projekty architektoniczne traktuje jako kolejną możliwość wyjścia do inwestorów oraz zaprezentowanie swoich pomysłów w taki sposób, aby mogły zaistnieć i służyć w realnym świecie.
 
Wystawa "Naso-Wizje" jest zarówno debiutem jak i benefisem artysty. Jak sam mówi (...) to być może moja ostatnia szansa ukazania się i jednocześnie zaistnienia mojej twórczości, która wpisze się na trwałe w dorobek Śląska (...)
Najważniejszym osiągnięciem dla mnie jest to aby moje prace przemawiały i odczytywane były jak ja je odbieram (...)
 
Marta Łyszkiewicz