|
Autor książki Wojciech Łopuch
Wojciech Łopuch, ur. 23.04.1959 r. absolwent Wydziału Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Dyplom magisterski z zakresu konserwatorstwa i muzealnictwa uzyskał w 1983 roku. Na wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Szczecińskiego w 1998 r. otrzymał tytuł doktora nauk humanistycznych. Członek Komisji Ochrony i Konserwacji Zbiorów przy Zarządzie Głównym Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich. Autor licznych publikacji z zakresu historii sztuki, architektury i ochrony zabytków m.in: Sztuka na Pomorzu, Dzieje architektoniczne nowoczesnego Szczecina. Popularyzator Pomorza i Szczecina w prasie, radiu i telewizji. Autor cyklicznych wykładów o sztuce i zabytkach.
Jako wieloletni pracownik przedsiębiorstwa Pracownie Konserwacji Zabytków nadzorował prace budowlano-konserwatorskie w kraju i zagranicą. Kierował pracami konserwatorskimi w Pałacu Prymasowskim w Bratysławie i pałacu Sanssouci w Poczdamie. Obecnie kieruje oddziałem Konserwacji Zbiorów Bibliotecznych w Książnicy Pomorskiej. Koordynator ogólnopolskiego programu ochrony zbiorów Kwaśny papier. Uczestnik debat i sympozjów.
Wojciech Łopuch
Cień Berlina
A jaką rolę odgrywać może Szczecin w niedalekiej przyszłości?
Pośród europejskich stolic tylko Berlin leży na peryferiach swojego państwa, w sąsiedztwie najsłabszych, nie tylko ekonomicznie, landów niemieckich. Dlatego oczy Berlina zwrócone są na Monachium, Frankfurt nad Menem, Kolonię czy Hamburg, a na wschodzie – może na Warszawę, na pewno na Moskwę i Sankt Petersburg. Berlin jest dalekowidzem, stąd też nie zauważa pobliskiego Szczecina i nie ma tu wielu interesów. Co innego Szczecin: będąc największym miastem na obszarze od Hamburga po Gdańsk i od Poznania po Kopenhagę, pełnymi garściami korzystać powinien z tego wszystkiego, co oferuje bliskość wielkiej europejskiej stolicy. Po to, by w znacznie większym stopniu niż dotąd wpływać na rozwój, jeżeli nie całego obszaru Morza Bałtyckiego, to przynajmniej jego południowo-zachodnich pobrzeży. Po to również, aby stać się miastem otwartym na wielokulturowość i różnorodność nadbałtyckiego regionu.
Aby było to możliwe, Szczecin musiałby stać się prężnym ośrodkiem kulturowym i węzłem komunikacyjno-informatycznym, do którego samochód z Berlina czy Poznania, pociąg z Gdańska czy Wrocławia, a prom z Kopenhagi czy Ystad docierałby szybko i sprawnie, podobnie jak poczta elektroniczna czy informacja internetowa.
Miasto przybyszów
Najlepsze karty w dziejach Szczecina zapisali ci, którzy przybyli do niego, niekiedy z odległych stron. Zaproszony przez księcia Filipa II Eilhard Lubinus wykonał słynną mapę Pomorza. Gustav Wrangel, sprowadzając słynnego uczonego Johannesa Micraeliusa, przyczynił się do rozwoju szczecińskiego Pedagogium. Gerhard Cornelius von Walrave wzniósł twierdzę i nadał miastu nowy architektoniczny kształt. Nadburmistrz Hermann Haken i przybyły z Lubeki Wilhelm Meyer-Schwartau uczynili ze Szczecina wielkie, nowoczesne miasto. Prezydent Piotr Zaremba i kapitan Konstanty Maciejewicz stworzyli natomiast polską symbolikę odbudowanego Szczecina – stolicy Ziem Odzyskanych i miasta portowego.
Fakt, że w Szczecinie byliśmy przybyszami, jest więc raczej naszym atutem. Aby go wykorzystać, zmianie ulec musi przyjęta po wojnie koncepcja polityczno-historiozoficzna. Ziemie Odzyskane muszą stać się w końcu Ziemiami Zagospodarowanymi, a tradycja słowiańska zastąpiona powinna być tradycją europejską, której słowiańszczyzna jest przecież integralną częścią.
Uczelnie i instytuty naukowe nastawione na problematykę basenu Morza Bałtyckiego eksponować winny swój bałtycki charakter. Szeroko rozumiane kwestie północnoeuropejskie, stosunki polsko-niemieckie i polsko-skandynawskie, germanistyka i skandynawistyka, transport międzynarodowy i problematyka morska – oto główne pola ich działalności. Także instytucje kultury, dysponujące przecież przebogatą spuścizną, realizując swoje zadania, podkreślać powinny pomorskość regionu i miasta, eksponując to, co jest dla niego specyficzne i najcenniejsze: tradycję słowiańskiej dynastii Gryfitów, ale i niemieckich kolonistów, chrzest Pomorza, ale też reformację, kulturę szwedzkiej i pruskiej arystokracji, jak i kulturę niemieckiego liberalnego mieszczaństwa. No i, oczywiście, wszystko to, co jest wkładem naszego polskiego dziedzictwa.
Koncepcja czy marzenie?
Szczecin porównuje się niekiedy z Gdańskiem, najczęściej po to, by wykazać jego zaściankowość. Gdańsk w swojej historii dwukrotnie dominował na Bałtyku, korzystając z dziejowych przełomów. Po raz pierwszy było to na przełomie XV i XVI w., kiedy zrzucił jarzmo zakonu krzyżackiego, po raz drugi w pierwszej połowie XVII w., kiedy połączony z Polską otrzymał miano Złotej Bramy Rzeczpospolitej – Aurea Porta.
Szczecin również przeżywał okres swojej wielkiej świetności. Było to na przełomie XIX i XX w., gdy czerpiąc z potęgi Cesarstwa Niemieckiego, stał się iście europejską aglomeracją. Drugą szansę stwarza Szczecinowi rychłe przystąpienie Polski do Unii Europejskiej. Jeśli jej się nie zmarnuje, Szczecin może stać się polskimi Wrotami Europy – Europea Porta III Rzeczypospolitej. Czy jest to realna koncepcja, czy tylko marzenie? Czas pokaże.
dr Wojciech Łopuch jest historykiem, kierownikiem Oddziału Konserwacji Zbiorów Książnicy Pomorskiej
Ankietę "Gazety Wyborczej" wypełnił historyk Wojciech Łopuch, kierownik Pracowni Konserwacji Zbiorów w Książnicy Pomorskiej Wojciech Łopuch
I. Rozwój Szczecina:
b) otworzyć Szczecin na współpracę z Niemcami
Szczecin jest największym miastem na obszarze od Hamburga po Gdańsk i od Poznania po Kopenhagę. Już sam ten fakt predestynuje go do odgrywania znaczniejszej niż dotychczas roli w rozwoju, jeżeli nie całego obszaru Morza Bałtyckiego, to przynajmniej jego południowo-zachodnich pobrzeży. Szczecin okres swej największej świetności przeżywał na przełomie XIX i XX w., kiedy czerpiąc z potęgi Cesarstwa Niemieckiego, stał się europejską aglomeracją. W Unii Europejskiej i w sąsiedztwie Berlina Szczecin stać się może polskimi Wrotami Europy.
c) stworzyć program ożywienia Skolwina i Stołczyna
Północne dzielnice Szczecina będące w końcu XIX w. Ziemią Obiecaną wielkoprzemysłowego miasta są dzisiaj w dużym stopniu dzielnicami lumpenproletariatu. Mimo to nadal zachowały atuty przyrodniczo-krajobrazowe sprzyjające turystyce i rekreacji. Sanacja tych – dotąd zaniedbanych i zdewastowanych dzielnic - pozwoli przywrócić im dawne walory, a jednocześnie uczynić z nich podmiejskie enklawy mieszkalne o wysokim standardzie. Paradoksalnie upadek przemysłu zwiększa ich atrakcyjność.
II. Uroda Szczecina
a) przywrócić blask kwartałom śródmiejskim
Rewaloryzacja kwartałów śródmiejskich przywróci Szczecinowi jego wielkomiejski charakter, aglomeracji miejskiej tak śmiało rozplanowanej na przełomie XIX i XX w. Ambitne, wykraczające poza standardy projekty zabudowy wolnych przestrzeni śródmiejskich (np. tzw. Żagle) nadałyby Szczecinowi potrzebną szczyptę współczesności. Wszak żyjemy w XXI stuleciu.
c) posprzątać miasto
Od lat włodarze miasta postępują wedle zasady z wiersza Janusz Minkiewicza: "Kto się myje w poniedziałek, ten przez tydzień musi schnąć". Brud dyskwalifikuje. Nawet najładniejsze miasto.
III. Życie codzienne
c) Szczecin miastem młodych i ambitnych
Szczecin z miasta przemysłowo-portowego w minionej epoce stał się miastem akademickim. To jest jego przyszłość. Aby jej nie zaprzepaścić, uczelnie i placówki naukowe w większym stopniu niż dotychczas nastawione powinny być na problematykę basenu Morza Bałtyckiego oraz nowe technologie. Szeroko rozumiane kwestie północnoeuropejskie, stosunki polsko-niemieckie i polsko-skandynawskie, germanistyka i skandynawistyka, transport międzynarodowy i problematyka morska czy wdrażanie nowatorskich rozwiązań cybernetycznych – oto pola ich działalności. Jeszcze podstawowy warunek- jakość kształcenia: wysoka jakość.
e) stworzyć tętniący życiem deptak
Rolę "deptaka" spełniać winien obszar pomiędzy pl. Żołnierza Polskiego, Zamkiem Książąt Pomorskich i katedrą pw. św. Jakuba, z pl. Orła Białego w jego centrum, nawiązującego do historycznego Forum Fridricianum. Przynajmniej częściowo wyłączony z ruchu samochodowego, z budynkiem teatru kabaretowego i galerii w miejsce magazynu samochodowego, obszar ten stanie się atrakcją turystyczno-kulturalną Szczecina. Tym bardziej że stanowi on integralną część całej "panoramy odrzańskiej" miasta, od Wałów Chrobrego po dworzec kolejowy.
IV. Rozrywka
d) stworzyć coroczną kilkudniową imprezę kulturalną o ogólnopolskiej randze
Szczecin ma bogatą tradycję festiwalową, dzisiaj zapomnianą. Wydaje się, że dwie imprezy mogłyby osiągnąć ogólnopolską rangę. Nadanie nowego kształtu i nazwy obchodom Dni Morza i powiązanie ich ze świętem studenckim zaktywizowałoby ogromną rzeszę ludzi młodych i wyeksponowałoby akademickość miasta. Drugą z imprez, muzyczno-operową, mogłoby stać się "Requiem szczecińskie" upamiętniające najważniejsze wydarzenie w powojennej historii Pomorza Zachodniego.
e) wybudować marinę na Wyspie Grodzkiej
Marina na Wyspie Grodzkiej znakomicie korespondowałaby z zabudową Wałów Chrobrego. Coroczne wyścigi (wioślarskie, kajakarskie, jachtowe) osad szczecińskich uczelni świetnie wpisywałyby się w klimat miasta.
Mój pomysł na Szczecin
Szczecin jest wielki. Jest na tyle wielki, że przez 60 lat mamy problem z jego zagospodarowaniem. Mój pomysł na Szczecin to systematyczne rozwiązywanie tysiąca małych, codziennych spraw. Wielkość Szczecina kryje się w jego codzienności.
Głos dr Wojciecha Łopucha, kierownika pracowni konserwacji zbiorów w Książnicy Pomorskiej dr Wojciech Łopuch Żyjemy fikcją. Jej granice wyznacza biało-czerwony słup na Odrze i Nysie Łużyckiej i slogan o zawsze polskim Szczecinie oraz budka z papierosami na granicy i slogan o Szczecinie – przedmieściu Berlina. Fikcją są oczywiście slogany, rzeczywistością zmurszały słup graniczny i tanie papierosy.
Z Warszawy do Szczecina jest daleko, a w czasach Internetu nawet bardzo daleko. Dalej niż do Wrocławia i Przemyśla i dalej niż do Mławy. Z perspektywy stolicy Szczecin jest prowincjonalny i obcy, dlatego postrzegany jest jako raczej brzydki i zapyziały. Gdy zaś warszawiak zorientuje się, że zachodnią granicę przekroczyć może, nie wjeżdżając do Szczecina, a Bałtyk oddalony jest od miasta o blisko 100 km, omija Szczecin. Bo nie zrobi tu korzystnego interesu, nie spędzi udanych i niedrogich wakacji, nie poczuje smaku kultury – ni tej wielkiej, ni małej – nie dowie się wreszcie niczego ani o Szczecinie, ani o Pomorzu.
Berlin jest wielki i jest stolicą Niemiec. Przy tym położoną blisko wschodniej granicy państwa, co jest nietypowe i wiele znaczące, tak dla historii, jak i współczesności. Dla historii, bo budzi demony przeszłości, dla współczesności, bo berlińczyk nie spogląda w stronę Szczecina. Berlińczyka – niegdysiejszego mieszkańca Berlina Zachodniego, Wessi z Bonn kolonizującego wschodnie Landy, a nawet byłego Ossi – znacznie bardziej interesuje to, co dzieje się w Kolonii, Frankfurcie nad Menem czy Monachium niż w Szczecinie i jego okolicy. Na wczasy, gdy lubi Bałtyk, jeździ raczej na Rugię niż do Świnoujścia. Bo i wybrzeże ładniejsze, i warunki lepsze. Dzisiaj Berlin swoje janusowe oblicze zwrócone ma na Zachód. Z Berlina odlatują samoloty do Paryża i Londynu, czasem do Moskwy, ale nie do Szczecina. Zarówno Warszawie, jak i Berlinowi Szczecin nie jest specjalnie potrzebny, przynajmniej nie więcej niż każde inne kilkusettysięczne miasto. Przy tym jest niezrozumiałe: dla warszawiaka z powodu swojej tak obcej mu trudnej i właściwie nieprzyswajalnej historii, dla berlińczyka, ponieważ jego mieszkańcy mówią po polsku.
Komu więc to dumne miasto z Gryfem w herbie jest potrzebne?
Może pionierom, którzy tęsknią za Wilnem i Lwowem? Może wysiedlonym wspominającym miasto swojego dzieciństwa? Może sfrustrowanym pokoleniom symbolizowanym przez trzy orły? Może cwaniakom, którzy na "dzikim zachodzie" chcą robić podejrzane interesy? A może – jak twierdzi wielu - obcemu kapitałowi, który na "dzikim wschodzie" chce wyłącznie osiągnąć lukratywne zyski? Czy może wreszcie potrzebny jest Szczecin znakomitym politykom prowadzącym tylko nieudaną politykę? Zapewne – choć z różnych powodów - wszystkim po trochu. Lecz tak naprawdę Szczecin potrzebny jest najbardziej przede wszystkim najmłodszym jego mieszkańcom i tym, którzy tu dopiero się urodzą. Oni powinni znaleźć w nim sens swojego życia. Żeby tak się stało, muszą poznać i zrozumieć historię swojego miasta, tak aby ze Szczecinem móc się utożsamić i muszą wiedzieć, jak chcieliby w nim żyć, aby mogli kształtować jego przyszłość.
Nie będzie to jednak możliwe do czasu, kiedy w podręcznikach historii dziedzictwo Pomorza nie będzie miało swojego miejsca, a dzieci w szkole, myśląc w języku polskim, będąc znały też język niemiecki, nie wspominając o angielskim. Do kiedy Szczecin nie stanie się ośrodkiem badań niemiecko- i pomorzoznawczych cenionym przez intelektualistów z Poznania i Berlina, z Torunia i Greifswaldu. Do chwili, gdy w Szczecinie, a nie w Warszawie młode pokolenie nie skażone ani syndromem komunizmu ani "styropianu" dyskutować będą o polsko-niemieckiej polityce, i szczecińskie, a nie warszawskie elity będą w stanie tworzyć sensowne koncepcje polsko-niemieckiej egzystencji. Dopóki Szczecin żyć będzie tylko, wprawdzie znakomitą, ale minioną stoczniową przeszłością i nie będzie wykorzystywać możliwości, który daje mu cały duży obszar Pomorza, nie tylko Zachodniego, a w szczecińskich supermarketach sprzedawane będą podgniłe mandarynki, a nie jabłka z pomorskich sadów. Do kiedy w Szczecinie budować się będzie kuriozalne nowe Starówki, a nie będzie się remontować zdewastowanych kamienic w centrum miasta, w bramach których potomkowie pionierów popijają najtańsze wino, i pseudodeptaki niszczące układ komunikacyjny, a nie będzie się remontować jezdni. Dopóki Szczecin i Pomorze Zachodnie stanowić będzie próżnię, nie będzie to możliwe. Bo historia i życie próżni nie znoszą. Dlatego wszystko musi się zmienić. I zmieni się. Mam tylko nadzieję, że zmiany te dokonają się w ramach systemu demokratycznego. Czyż jednak rewolucje nie są potrzebne?
Tekst z Gazety Wyborczej
|